– przywileje w służbie zdrowia
Dawid Kacprzyk? Kasprzyk?… A kto to jest? Nie znam… Tak teraz będą wypowiadać się znajomi i „klienci” pana doktora od VIP-ów, milionera z SOR-u w Szpitalu Południowym w Warszawie. Smutne to i wielki WSTYD.
Znów jest tak jak było. Przywileje dla swoich, kombinowanie kasy z publicznych funduszy. Kosztem zdrowia i życia zwykłych ludzi.
Salonik zlikwidowany, problem został
Salonik dla VIP-ów w Szpitalu Południowym już ponoć zlikwidowano. Wyniesienie kanap i telewizora nie zamyka jednak problemu. Przecież na tych kanapach zasiadło sporo prawdziwych osób ze świecznika, wraz z rodzinami – oni korzystali bezczelnie z przywilejów, które im się nie należały, podczas gdy w korytarzach szpitala godzinami wegetowały dziesiątki osób z numerkiem – cierpiących i czekających na łaskawe wezwanie do gabinetu PANA DOKTORA. Kto zrekompensuje ich krzywdę? W jaki sposób?
Czekanie, które kosztuje życie
Znałam osobę, która niestety nie przeżyła wizyty na SOR w jednym ze szpitali – zbyt późno otrzymała pomoc. Być może zbyt późno tam przybyła, ale również musiała czekać jeszcze w korytarzu na swoją kolej po pomoc medyczną, gdy liczyły się minuty jej życia. Ona już nie odzyska żadnej rekompensaty. Kiedy pomyślę, że na innych SOR-ach mogły się również odbywać takie praktyki jak u doktora Kacprzyka, to krew człowieka zalewa. TRZEBA TO ZBADAĆ I UPUBLICZNIĆ!
W mojej rodzinie mamy bardzo złe doświadczenia z warszawskim Centrum Onkologii – gdzie normą było czekanie po 6 i więcej godzin przez pacjenta z chorobą nowotworową w ciężkim stanie na panią doktor, która spóźniała się 2–3 godziny na swój dyżur. I wszyscy przyjmowali to jako rzecz oczywistą: „bo pani doktor ma jeszcze inną pracę”. Pacjenci, o których piszę, już nie żyją. Odeszli ponad dekadę temu. I coś się zmieniło? Obawiam się, że niewiele. W warszawskim Centrum Onkologicznym nadal nie jest łatwo być zwykłym pacjentem i szczerze odradzam wszystkim znajomym próbę korzystania z pomocy w tej placówce. Jeśli nie mają tam znajomości.
Nie wszyscy lekarze są tacy sami
Nic się nie zmieniło w temacie służby zdrowia w Polsce? Nie wolno oceniać wszystkich lekarzy przez pryzmat patologicznych przypadków. Sama akurat mam bardzo dobre doświadczenia z kilkoma lekarzami specjalistami w ramach NFZ, którzy naprawdę wykazali się wiedzą i ogromnym zaangażowaniem, choć byłam tylko zwykłą pacjentką, bez VIP-owskiej etykietki.
Tym bardziej brzydzę się takimi postaciami jak bohater ostatnich dni i jego „pacjenci specjalnej troski” – bo uderzają w cały system i okradają zarówno innych lekarzy, jak i pacjentów: z dobrego imienia i szansy na zdrowie, życie. Powinni być napiętnowani – jako przykład dla innych. I sygnał, że ktokolwiek panuje nad tym systemem. Tylko kto panuje?
Cali na biało – bohaterowie starych afer
I teraz najciekawsze – oto wkraczają na scenę cali na biało, niczym lekarze na całe zło: bohaterowie afer sprzed kilku lat. Bo to świetna okazja i pożywka dla Czarnków, Wosiów i wszystkich, którzy jeszcze 3–4 lata temu byli bohaterami afer Funduszu Sprawiedliwości, willi plus, męża marszałek Witek i całej reszty przekrętów – do dziś nierozliczonych, a więc powoli zacierających się w świadomości obywateli. Bo tak to działa. Zapominamy najgorsze nawet przestępstwa i uchodzą sprawcom na sucho – jeśli nie ma wyraźnej kary i zakończenia tematu. To jedno.
A nowe afery przyspieszają amnezję i zaczynają żyć intensywnym życiem oraz budzić emocje – nowe i większe. To drugie. To, że ONI kradli, nie usprawiedliwia nadużywania przywilejów TERAZ. Już wyraźnie widać, że będzie powtórka 2015 roku przy wyborach. Takie historie potwierdzają, że wszystko zmierza w tę stronę.
Prosty sposób, żeby posprzątać ten bałagan
Cokolwiek się zadzieje w polityce, mam nadzieję, że aktualna afera milionera Kacprzyka pomoże zorganizować jakąś prawdziwą i skuteczną kontrolę przepływu kasy w służbie zdrowia – z pożytkiem dla aktualnych i przyszłych pacjentów, tych bez VIP-owskich przywilejów.
I jest prosty sposób, żeby uporządkować ten bałagan, który powstał: wszystkie pieniądze, które zostały wypłacone nienależnie, powinny zostać zwrócone, a „pacjenci VIP” powinni zapłacić za wszystkie badania, które wykonano im nadmiarowo w ramach NFZ. Skoro są procedury i zasady, to nie będzie problemu, żeby wykryć te nadużycia. I takie kontrole trzeba zrobić w innych szpitalach. Sporo kasy może wrócić do budżetu NFZ na pomoc ludziom czekającym w absurdalnych kolejkach.
To przynajmniej byłoby jakąś formą sprawiedliwości, na którą czekamy jako obywatele – nieustająco, w najdłuższej kolejce.
Zoja Żak
