„Osobliwość” oglądałam z ogromną ulgą na przemian z przerażeniem. Tym większa była ulga, im większe przerażenie… Ulga, że jestem wolna od takich dylematów. A mogło być inaczej.
Dobrze rozumiem katolicyzm, gdyż przez ponad 20 lat byłam wierną wyznawczynią Kościoła – jako dziecko wychowywane w domu z tradycjami, na polskiej wsi, w rodzinie poddanej Kościołowi. Praktykując i zgłębiając prawdy wiary.
Odważna decyzja o odejściu z KK, jaką podjęłam na początku lat 90., zmieniła bieg mojego życia. Na dobre. Nigdy jednak nie utraciłam wiary. Krótko wyjaśnię, że nastąpiło to dzięki konfrontacji przesłania biblijnego z naukami katechizmu i nie wiązało się z przystąpieniem do jakiejkolwiek sekty. Wciąż jestem chrześcijanką. A jednocześnie szczęśliwą i wolną kobietą – pozbawioną lęku przed potępieniem i piekłem, choć nie chodzę do spowiedzi, nie pokutuję za grzechy. Żyję pełnią życia, akceptując różnorodnych ludzi, nie osądzając nikogo i nie nawracając grzeszników… Szaleństwo? Nie! Realizacja biblijnego przesłania i nauk biblijnych – bez kościelnych filtrów i nauk katechizmu. Z wykorzystaniem własnego rozumu i otwartością na innych ludzi. Chce się żyć! A piekło nie przeraża. Choć sama śmierć zasmuca, gdy odchodzą bliskie osoby. I wywołuje sprzeciw. Piszę o tym tak obszernie, bo właśnie to uderzyło mnie bardzo w postawach filmowej rodziny „chrześcijan” – zupełnie odwrotnie rozumiane, niż ja to pojmuję…
Filmowa rodzina i komisja – odpowiedniki ponadczasowe
Po 30 latach od mojej osobistej decyzji – wstrząsnęło mną przesłanie tego filmu… Bo rozumiem ludzi, o których jest ta opowieść. Rodzice Anny są poczciwymi owieczkami swojego Kościoła. Znam takich ludzi osobiście. To, co się zdarzyło w tej rodzinie, a o czym dowiadujemy się w drugiej części filmu, jest sednem całej historii i jej źródłem. W powiązaniu z dewocyjnym rozumieniem prawd o zbawieniu, stało się trucizną niszczącą rodzinę pod przykrywką cudu dla ludu… Problem, jak widać, ponadczasowy – może dlatego trudno ten film zamknąć w przeszłości. Ma on niestety bardzo silne odniesienie do współczesności.
Tym silniejsze, im uważniej przyjrzymy się osobistościom zasiadającym w komisji badającej domniemany cud. To osoby, które również są ponadczasowe i mają obecnie swoje odpowiedniki w środowisku kościelnym, medycznym i prawniczym (oszczędzę nazwisk znanych większości z nas ze współczesnych przekazów medialnych)…
Irytujące i nie do zniesienia dla mnie były wygłaszane przez nastoletnią dziewczynkę „mądrości” zaczerpnięte z kazań kościelnych, typu: „Bóg zabiera najmłodszych do swoich zastępów”, „Smutek jest bożym szpadlem”, „Dusze w czyśćcowym ogniu wypalają się krótko. W piekle płoną wiecznie”… Oddaje to stan wiedzy religijnej i rozumienia spraw duchowych XIX-wiecznych parafian irlandzkiej prowincji. Pytanie – czy tylko irlandzkiej, i czy tylko XIX-wiecznej?
Strach przed potępieniem i konieczność zbawienia (samozbawienia przez pokutę za życia za domniemane grzechy) przesłaniały wszystko inne w życiu fanatyków, jakimi jest społeczność pokazana w filmie. Rodzice nie potrafili cieszyć się dzieckiem, zabiegając o jego (samo)zbawienie, nawet jeśli wiązało się to z okrutną pokutą za grzechy, najokrutniejszą z możliwych…
Pielęgniarka – postać kontrastu, symbol reformacji
Z ponurą scenografią (piękną na swój sposób) i społecznością wspaniale kontrastuje postać pielęgniarki – kobiety po przejściach, niestroniącej od ludzkich pokus, która wkracza z walizeczką w ten osobliwy świat odhumanizowanej świętości. Po spożyciu codziennego skromnego, acz sycącego posiłku, w ubrudzonej błotem sukni przemierza codziennie drogę do ponurego domu „świętej”, gdzie jej sceptycyzm i zdrowy rozsądek podejmują nierówną walkę o życie dziecka. Jej determinacja jest wielka i szczera, gdyż dowiadujemy się, że przez bardzo krótki czas sama była matką. Z rosnącą determinacją próbuje mierzyć się rozumem z tajemnicą, którą udaje się jej rozwikłać – właśnie dzięki rozumowi i matczynej intuicji.
Piękna postać tej kobiety w zderzeniu z osobnikami z komisji, dla mnie symbolizuje odnowę, jaką przyniosła światu reformacja… To oczywiście mocne i wielkie symbole, ale tak rozumiem ten film.
Film o wypaczeniu, nie o wierze
Bardzo dobry film, dedykowany ludziom szukającym wiary w kościele. Mocniejszy niż niejedno kazanie na temat sensu chrześcijaństwa. Sensu zbawienia. Wielkiego kłamstwa, jakim jest fanatyzm i fałszywa religijność. W Apokalipsie św. Jana jest zapowiedziany koniec takiego fanatyzmu… Finałowe rozwiązanie problemu – przypadek? Nie sądzę…
„Osobliwość” nie jest filmem atakującym wiarę chrześcijańską. To obraz pokazujący wypaczenie, jakim jest fanatyzm, oraz zaślepienie, na jakim żerują hipokryci przebrani w szaty funkcjonariuszy przeróżnych organizacji kościelnych i strażników moralności. Film odkrywa prawdę o tym, jakie szkody przynosi zafałszowana i wypaczona Ewangelia.
Moja ocena: 10 na 10
