Odszedł o zmierzchu…

Mija rok od naszego pożegnania z Barim.

Odszedł o zmierzchu w sobotę 29 maja 2021 r.

Pomogliśmy mu przejść za Tęczowy Most w naszym domu. Tłem był piękny majowy wieczór, słychać było śpiew ptaków w ogrodzie… To wszystko, co mogliśmy zrobić na koniec – oszczędzić cierpienia. Ten moment nas zaskoczył, bo jeszcze poprzedniego dnia nic nie zapowiadało, że już czas się żegnać na zawsze. Byliśmy na wieczornym spacerze, potem bez żadnych sygnałów przespaliśmy spokojnie noc.

Bari przeżył z nami ponad 13 lat. Zachorował na nerki w ostatnich miesiącach życia. Dlatego w chwili diagnozy mieliśmy świadomość, że będzie z nami jeszcze kilka, może kilkanaście miesięcy, przy dobrej opiece medycznej. I tak się stało. W tę ostatnią sobotę Bari nie mógł wstać na powitanie. To był pierwszy dzień bez wyjścia na długi spacer… I ostatni.

Kilka tygodni wcześniej kolega opowiadał mi o odejściu swojej suni, którą próbowano utrzymać przy życiu jak najdłużej. I po przyjacielsku ostrzegł mnie, żeby tego nie robić Bariemu, bo nie da się wygrać z naturą za wszelką cenę… A tą ceną może być tylko przedłużenie cierpienia Przyjaciela, który w pewnym momencie odejść musi.

Odpoczął przed ostatnią podróżą

Pozwoliliśmy Bariemu odpocząć przed ostatnią „podróżą”… Zapewniliśmy mu spokój, wygodne legowisko, podawaliśmy wodę (niczego jeść już nie chciał). I czuwaliśmy przy nim przez te ostatnie godziny. Jego ukochani państwo. Był delikatnie głaskany. Spoglądał na nas od czasu do czasu, ale coraz dłużej spał. Czuliśmy jak oddala się od nas i odchodzi z naszej rzeczywistości… Żegnaliśmy się w milczeniu i ciszy.

Zaprzyjaźniona Pani Waterynarz, która przez wiele lat ratowała Bariego z każdej opresji przyjechała o zachodzie słońca. I podała mu środki nasenne, rodzaj narkozy. Wtedy pożegnaliśmy się po raz ostatni z Przyjacielem. Bez bólu i stresu Bari zapadł wtedy w ostatni sen. Ten najdłuższy. Gdy zasnął, jego ulubiony pledzik zamienił się w całun.

Grzegorz zadbał już wcześniej o to, żeby sprawnie przeprowadzić kremację. Wszystko odbyło się sprawnie. Sami odwieźliśmy jeszcze tej samej nocy Bariego do Doliny Spokoju w Warszawie, gdzie przekazaliśmy go w ręce pełnych empatii i współczucia ludzi. Dokonali indywidualnej kremacji naszego Baronika. Nazajutrz odebraliśmy jego prochy wraz z pamiątkowym dokumentem. Wciąż jeszcze czekają na rozsypanie w ogrodzie… Wszystko ma swój czas.

Zostawił wielką pustkę. Nie chcę pamiętać ani wspominać dni po odejściu Bariego, bo to był ciężki czas. I tylko ktoś, kto stracił kogoś lub cokolwiek kochanego wie, jak to wtedy jest…

Wrócił w innym futerku

Najlepsze, co wtedy zrobiliśmy, wkrótce po utracie Bariego, to adopcja Oha. Tęskniąc za Barim szukałam psa przypominającego go wyglądem. Ale nie szukaliśmy kopii Baronika, bo wiedzieliśmy, że każdy Przyjaciel jest niepowtarzalny. Oho pojawił się w internetowych przestworzach jak kometa… I błyskawicznie wypełnił nasz świat – tę jego część, która jest na stałe zarezerwowana dla Przyjaciela. Jest podobny do Bariego z wyglądu, ale nie jest jego klonem. Bari wrócił więc – ale tylko w podobnym futerku i z zupełnie innym charakterem. To całkiem inna psia osobowość! I bardzo dobrze. Tworzymy razem już zupełnie nowe historie… I chętnie je będę jeszcze opowiadać, mam nadzieję, przez wiele lat.

A Bari pozostał nam na zdjęciach. Tyle ich jest. Piękne chwile, które szczególnie dzisiaj wyraźnie wracają we wspomnieniach. Przeżył dobrze swoje życie, bo był kochanym psem.

Podobne wpisy