Serial PROUD obejrzałam jednym tchem, ale poczułam przesyt raczej nie z tego powodu.
Po prostu za dużo grzybów w tym barszczu…
Sama tematyka serialu jest niezwykle ciekawa i jak najbardziej na czasie. Niestety, w mojej ocenie, sam temat został mocno przesłonięty mnóstwem pobocznych wątków oraz powielonymi stereotypami. Aż ciśnie się na usta pytanie: dla kogo właściwie jest ta produkcja?
Dla homofobów? Na pewno nie. Serial z pewnością nie uświadomi im problemów osób nieheteronormatywnych, a raczej utwierdzi w stereotypowym ich postrzeganiu. Dla środowiska LGBT? Może się mylę, bo nie znam tego środowiska na tyle, by wypowiadać się w jego imieniu, ale trudno mi uwierzyć, by akurat ten obraz miał zachęcić kogoś do walki o możliwość adopcji dzieci. Żeby jeszcze bardziej komplikować sobie życie – emocjonalne, zawodowe i społeczne?
Choć szczerze kibicowałam sympatycznemu Filipowi, w pewnym momencie zwyczajnie zmęczyły mnie jego perypetie. Coraz mniej wiarygodne wydają się problemy, które go dopadają i nieustannie się komplikują. Jest sprytnym i inteligentnym człowiekiem, a w sytuacjach kluczowych dla nowego wyzwania zachowuje się jak osoba naiwna i zupełnie nieprzewidywalna.
Groteskowa wręcz scena z pracownicą opieki społecznej stała się punktem kulminacyjnym jego bezsilności. Trudno było dziwić decyzji tej kobiety – nawet osoba całkowicie wolna od uprzedzeń podjęłaby zapewne podobną. Zresztą, jak sądzę, po ostatnich prawdziwych głośnych wydarzeniach z „mamą Madzi”, czy „opiekunem Kamilka”, uczciwy pracownik pomocy społecznej powinien podobnie zachować się wobec opiekunów każdej orientacji seksualnej, którzy stwarzają dziecku podobne warunki. Społeczeństwo słusznie domaga się takich kontroli i czujności.
Czysto homofobiczne oświadczenie pani bardzo wymownie zagranej przez Tamarę Arciuch było tu zbędnym dodatkiem, mającym być może dodatkowo zirytować widza uprzedzonego do takich uprzedzeń.
Dopiero ostatni odcinek i zderzenie z babcią biologiczną naprawdę mnie poruszył emocjonalnie. W mojej ocenie jest najlepszy i niesie ze sobą najmocniejszy przekaz. Obrazuje porażający absurd tego, że większość ludzi ma prawo do wychowywania dzieci wyłącznie z racji biologicznych możliwości i przyjętego porządku społecznego, podczas gdy tak naprawdę WSZYSCYprzyszli rodzice powinni przechodzić profesjonalną kwalifikację do tej roli.
Czym różnili się ci toksyczni biologiczni rodzice Krzysztofa od rozrywkowego, młodego Filipa w kontekście zapewnienia dziecku bezpiecznego domu i szczęśliwego dzieciństwa?
Krzysztof, biologiczny ojciec Tosi właśnie w finale daje nam klucz do zrozumienia głównego problemu tej historii – jeśli naprawdę mówimy o dobru dziecka…
Odejmuję twórcom serialu punkty za niepotrzebne, wręcz bezsensowne wątki, które sztucznie wydłużają całość. Gdyby skondensować tę historię do trzech odcinków, mogłaby z tego powstać świetna produkcja na wysokim, europejskim poziomie. Epizod z modelką Sophie czy senna wizja (być może pierwsza wersja zakończenia?) – moim zdaniem są do usunięcia. A samo zakończenie? Hmmm, pozostawię bez komentarza – drugą serię obejrzałabym znacznie chętniej bez takiego szantażu emocjonalnego ze strony twórców.
Ostateczna ocena: 5/10
Zoja Żak
