Recenzja Wichrowych Wzgórz.
Oglądając najnowszą ekranizację Wichrowych Wzgórz, poczułam się jak gość na wystawnej uczcie, na której zaserwowano… atrapy wspaniałych dań. Zaproszenie obiecywało niezapomniane, głębokie przeżycie. I, o ile wrażenia estetyczne nie rozczarowują, o tyle cała reszta pozostawia spory niedosyt.
Wizualnie to majstersztyk. Gotycka sceneria, surowa i piękna przyroda, dopracowane stroje, wysmakowane wnętrza i dbałość o detale potrafią zachwycić. Aktorzy – piękni, atrakcyjni – idealnie wkomponowują się w te malarskie kadry.
Tylko dlaczego zabrakło w tym wszystkim emocji?
Powracając do metafory uczty – patrząc na te kolorowe potrawy – zupełnie nie czułam ich smaku.
Zamiast wzruszenia, niepokoju czy dreszczu przerażenia, pojawiało się znudzenie.Trudno było uwierzyć w rodzącą się na ekranie namiętność i wzajemną obsesję bohaterów, choć została ona odegrana w sposób sugestywny. Nie wierzyłam w to, co widziałam.
Całość przypomina trochę teatr lalek, w którym widz skupia się wyłącznie na podziwianiu kunsztu wykonania marionetek, zupełnie zapominając o opowieści, którą miały przekazać.
Tę wersję historii Emily Brontë z powodzeniem można by obejrzeć bez słów na Instagramie, przeklikując po kolei galerię pięknych obrazków. Przekaz i poziom emocji byłyby dokładnie takie same. Nie uważam, że taka forma jest z gruntu zła – miliony ludzi codziennie oglądają relacje w mediach społecznościowych, co świadczy o tym, że taki format ma dziś rację bytu. Może to po prostu nowy, współczesny trend?
Cóż, ja w kinie wciąż doceniam produkcje wywołujące emocje gęste, czasem mroczne i tak silne, że trudno się po nich pozbierać przez kilka dni. Takie potrafiły zaserwować mocne seriale kostiumowe, jak „Taboo” czy „Terror”, jak również aktualnie oglądana, współczesna produkcja HBO „Półbrat”. Stanowią idealną kontrę do Wichrowych Wzgórz.
Zatem, trzymając się tradycyjnych kryteriów oceny dzieła filmowego, wystawiam notę 4/10. Wszystkie cztery punkty wędrują wyłącznie na konto genialnej oprawy.
Polecam tę produkcję miłośnikom pięknej gotyckiej scenografii.
PS. Prawdziwe emocje wywołała u mnie jedynie scena otwierająca film…
Zoja Żak
