Recenzja koreańskiego serialu „Dam Ci lekcję”
Szkoda, że to tylko fikcja serialowa, a nie cykl reportaży… Problemy i dramaty ofiar przemocy pokazane w serialu „Dam Ci lekcię” – czy to w szkołach, czy w domach rodzinnych – w wielu przypadkach wydają się nam przejmująco znajome. O podobnych historiach słyszymy przecież, w ostatnich latach coraz częściej, w doniesieniach prasowych i mediach społecznościowych. Ofiary podobnych form przemocy istnieją i cierpią naprawdę. Być może różnią się nieco od postaci zaprezentowanych na ekranie, bo te zostały odrobinę przerysowane – co zapewne wynika z różnic kulturowych i specyfiki kina koreańskiego – ale mechanizm pozostaje ten sam.
Trzeba przyznać: dobrze ogląda się sytuacje, w których zło wreszcie dostaje łomot. I co ciekawe i odważne – w tym serialu uwzględniono także zło tkwiące w młodych ludziach – na tyle świadomych swoich czynów, że z rozmysłem i bezczelnością wykorzystują fakt, iż są niepełnoletni. Serialowi „Niepełnoletni przestępcy” z wiedzy, że mogą łamać prawo bez jakichkolwiek poważnych konsekwencji, czerpią wręcz powód do dumy. Serial w dosadny sposób odsłania ten porażający paradoks: jak ślepa ochrona praw zdemoralizowanych nieletnich wyrządza ogromną krzywdę ich ofiarom. A przecież cierpienie krzywdzonych przez młodocianych bandytów jest dokładnie takie samo, jak ofiar dorosłych przestępców, których można przynajmniej osądzić i ukarać.
Przedstawione w produkcji BOE – czyli Biuro Ochrony Edukacji – to w gruncie rzeczy spełnienie marzeń każdego, kto jest zmęczony bezsilnością wobec przemocy w szkołach i grupach rówieśniczych. To opowieść o sprawczości instytucji, które w realnym świecie tej sprawczości mają zbyt mało. I oto nareszcie, zamiast pustych, pięknych słów, które wciąż słyszymy z ust decydentów, dostajemy tu konkretne działanie, często oparte na prostych, lecz genialnych pomysłach. Jedną z moich ulubionych scen pozostaje spotkanie pracownika BOE z przemocowym ojcem – i majstersztyk polegający na pokonaniu wrednego typa całkowicie bez użycia przemocy.
BOE to wizja rozwiązań systemowych, które leżą w zasięgu możliwości instytucji publicznych, choć niestety – z ubolewaniem muszę to przyznać, na podstawie wieloletnich obserwacji realizacji obietnic wyborczych – raczej pozostaną jedynie na kartach scenariuszy.
Od strony formalnej produkcja została zrealizowana niezwykle sprawnie. To przemyślana hybryda komedii, thrillera i dramatu psychologicznego, a momentami wręcz współczesny moralitet. Różnorodność poruszanych problemów sprawia, że każdy odcinek ogląda się jak odrębną, wywołującą całą gamę wyrazistych emocji historię. Całość jest świetnie skomponowana, wyzbyta dłużyzn i ani przez chwilę nie nudzi. Postacie mają wyraziste rysy charakterologiczne, a główny bohater budzi sympatię.
„Dam Ci lekcję” to tytuł zdecydowanie wart polecenia: rodzicom, nauczycielom, młodym ludziom, oraz wszystkim, których dręczy temat bezkarności sprawców przemocy. To satysfakcjonująca, choć gorzka opowieść o tym, jak zło – reprezentowane często z ogromną butą przez nieletnich – wreszcie obrywa. Zostaje też ośmieszone, a nie gloryfikowane. Zarówno w sensie dosłownym, jak i symbolicznym.
Za świetną zabawę oraz materiał, który naprawdę daje do myślenia, przyznałabym mocne 7/10. Dorzucam jednak koreańskim twórcom jeszcze jeden punkt – za odwagę – za pokazanie, bez oglądania się na dzisiejszą poprawność polityczną, jak małoletni bandyci dostają ZASŁUŻONY łomot.
Ostatecznie więc: mocne 8/10!
Zoja Żak
