Recenzja serialu Lotos – sezon 3.
Bogaci i brzydcy, choć atrakcyjni fizycznie i pięknie ubrani. Taka refleksja nasuwa mi się po każdym sezonie Białego Lotosu. I nie chodzi mi wyłącznie o bohaterów tych opowieści. Twórcy serialu stworzyli bardzo atrakcyjną, fascynującą miliony widzów alegorię o nas samych – ludziach skrywających mroczne sekrety, dramaty, traumy, które nieoczekiwanie powracają w najmniej stosownym momencie.
Bagaż codzienności na wakacjach z marzeń
W tym serialu dzieje się to na wakacjach marzeń. Bo takimi są dla większości z nas miejsca, do których zapraszają nas twórcy „Białego Lotosu”: Hawaje, Sycylia, czy wreszcie Tajlandia. Tym razem bogacze mają wypoczywać, korzystając z gościnności kultury i duchowości buddyjskiej.
I, podobnie jak w pozostałych sezonach, choć otoczenie i obsługa hotelu stworzona jest tylko do umilania wypoczynku, goście nie są w stanie w pełni korzystać z wakacji. Każda bowiem grupa, rodzina czy para przywiozła ze sobą potężny bagaż swojej codzienności i traum, od której nie chce (Rick) lub nie może (Malfoy – ojciec rodziny) uciec. A nawet jeśli planuje to bardzo racjonalnie i entuzjastycznie (Belinda czy trzy przyjaciółki) – to samo życie przewrotnie wystawi uczciwość zamiarów bohaterek na ciężką próbę…
Pokonanie własnych lęków, niespełnionych oczekiwań, hipokryzji, nawyków – jest wewnętrznym więzieniem i pułapką, z której nie potrafimy się wydostać. Nawet jeśli Kosmos i przyroda wysyłają znaki i dają szansę…
Ulubione sceny i bohaterowie trzeciego sezonu
Moje ulubione momenty w każdym sezonie „Białego Lotosu” to spotkania przy śniadaniach, kiedy zaczyna się kolejny dzień wyzwań i niespodziewanych prób dla każdego bohatera w scenerii wymarzonych beztroskich wakacji, a także wieczory, kiedy rozgrywają się powroty do schematów, od których właśnie zamierzali uciec.
Kwintesencją ironii i czarnego humoru w trzecim sezonie są sceny z udziałem trzech przyjaciółek, każdego wieczora w innym układzie dwójkowym obgadujących „tę trzecią”, a także Malfoy – ojciec rodziny, toczący w swojej głowie niewyobrażalnie trudne plany rozwiązania sytuacji, w której się znalazł. A przy okazji odkrywający w każdym członku swojej „szczęśliwej rodziny” realne odbicie własnych błędów i efekty swojej postawy ojca i męża.
Jest tu jeszcze Belinda – przebywająca służbowo na wakacjach marzeń, urocza, ciepła osóbka, która poza szansą na awans zawodowy znajduje coś więcej w tym pięknym miejscu. I w efekcie – żeby nie spoilerować zbytnio – upodabnia się do postaci, którą spotkała w sezonie pierwszym.
Pięknie zilustrowana symbolika przewrotności losu, pokazującego, jacy jesteśmy naprawdę jako ludzie, niezależnie od miejsca i czasu.
