W stronę Łuczaja

Czy wiecie, że w Polsce co trzecia roślina dziko rosnąca jest jadalna?  Co trzecia na ok. 2,5 tysiąca występujących roślin. Wiadomość optymistyczna, w razie czego mamy szansę na przetrwanie.

Problem w tym, że wiedza w tej dziedzinie jest mizerna raczej. W cywilizacyjnym rozwoju – od roślin dziko rosnących uciekliśmy daleko. Sięgamy po warzywa w marketach, na straganach, szczęśliwcy idą do własnego ogrodu po koperek, pietruszkę i wszystko to, co posiali, zasadzili, co urosło.
Od wielu lat mamy mikroskopijne ogródki w postaci doniczek z ziołami przyprawowymi  z bazylią, cząbrem, melisą, rozmarynem, kolendrą itd. Jest to poziom podstawowy w dziedzinie spożywania roślin, poziom ucywilizowany, oswojony, bezpieczny.
Bardziej wtajemniczeni wyruszają wczesną wiosną na łąki w poszukiwaniu pierwszych listków mniszka, krwawnika, szczawiu, babki lancetowatej, jasnoty, pokrzywy, podagrycznika. To już poziom średniozaawansowany.
 W Niemczech już pod koniec kwietnia w sklepach  ze zdrową żywnością w tzw. Reformhaus pojawiają się zgrabne pęczki czosnku niedźwiedziego. Jego liście  przypominają trochę liście konwalii, w smaku jednak są prawdziwie „czosnkowe”.
 Właśnie po niego sięgał niedźwiedź, gdy wybudził się z zimowego snu. To jego pierwsza wiosenna sałatka pełna witamin i minerałów.
Ogromną rozetę mniszka pospolitego, z listkami bardzo jasnożółtymi, widziałam w sklepie warzywnym Saarbruecken ( na granicy niemiecko-francuskiej ). Sprzedawano go jako sałatę. We Francji sałatka z młodziutkich listków mniszka, skropionych sokiem z cytryny, octem winnym, z oliwą jest bardzo często spożywana na wiosnę.
Wróćmy jednak do „prawdziwych” dzikich roślin, czyli na poziom dla „zaawansowanych”. Pędy chmielu, listki żywokostu, barszczu pospolitego, ostrożenia łąkowego, kłącza pałki wodnej, korzeń dzikiej marchwi, podagrycznik, bulwy czyśćca błotnego, liście lipy, pastorały, korzeń łopianu, wymieniony wyżej czosnek niedźwiedzi – liście i kwiaty – czosnaczek i wiele, wiele innych próbowaliśmy na majowych warsztatach Dzikiej Kuchni u Łukasza Łuczaja. Większość, przyznam, ma smak ,,zielska”. Poza wyrazistym i konkretnym smakiem czosnku niedźwiedziego, szczawiu, czosnaczku i kilku innych, no ale nasze żołądki się zmieniły, smaki się zmieniły… Na tych warsztatach było kilku fanów survivalu, kucharzy poszukujących nowych smaków.
Warto było jednak tym wszystkim „zielskom” przyjrzeć się z bliska, poznać ich nazwy i ze zdumieniem wykrzyknąć: „Ojej! Rzeczywiście to można zjeść?” Ileż ciekawostek, jakie bogactwo, jakie tajemnice kryją rośliny, które nas otaczają! Niebywałe!
Dla mnie absolutnym hitem i zaskoczeniem były podduszone kawałki pałki wodnej, kruche i delikatne w smaku. Szparagi wysiadają przy nich! No i żółciak siarkowy, który widzicie na zdjęciu.
Dr Łuczaj ścina żółciaka siarkowego
Dr Łuczaj ścina żółciaka siarkowego
Przepiękny pomarańczowy kolor, kształt, umiejscowienie na drzewach jak huba, bezpieczny, bo z niczym innym nie można go pomylić! Żółciak jest indywidualistą wśród grzybów. Jeżeli natraficie na niego i odważycie się, sprawdzicie dodatkowo z atlasem, zasięgniecie opinii znajomego botanika, ścinajcie ostrym nożem, podduście na oliwie, maśle itd., doprawcie, czym lubicie … i w ten sposób może zacznie się wasza bliższa znajomość z dzikimi warzywami ? Kto to wie?
Zielara
Dr Łukasz Łuczaj – etnobiolog, ekolog propagator ratowania dzikich łąk kwietnych, twórca niezwykłych warsztatów Dzika Kuchnia
(http://www.luczaj.com/warsztaty.htm)
Choć sam kiedyś próbował powrotu do stanu dzikiego (czytaj: naturalnego), doszedł do wniosku, że „Całkowity powrót do natury rozumiany jako powrót do pierwotności jest niemożliwy. Cywilizacja uzależnia”. Coś jednak z dzikości pozostało. Oto zdjęciowa relacja z majowych warsztatów Dzikiej Kuchni. I ja tam byłam… Zielara
Autorem zdjęć jest Marcin Arkusz z Krakowa, uczestnik warsztatów. Dziękujemy za udostępnienie!

4 komentarze(y)“W stronę Łuczaja”

  1. Rewelacyjna stronka. Pamiętam z mojego dzieciństwa zielsko które mama przygotowywała jak szpinak, a była to łoboda (lebioda). Chodziliśmy na łąki żeby je zrywać i potem ze smakiem zajadać. Jedliśmy „szczaw zajęczy”, cebulę, czosnek, dzikie, gorzkawe czereśnie, bardzo dużo grzybów i owoców leśnych. Czasy były ciężkie, więc szans na dzisiejsze wybrzydzanie i marudzenie nie było żadnych. Pod choinkę dostawaliśmy tzw. ruskie cukierki czyli ok. 2cm kawałeczki kiełbasy którą można było zjeść bez chleba. Miałam piękne, lśniące włosy, zdrowe zęby, którymi cieszę się jeszcze dziś (mam prawie 70 lat) i cerę bez żadnych upiększań – piękną. Taka była większość moich koleżanek. Pozdrawiam

    1. Zapraszamy zatem do dzielenia się na tej stronie ciekawymi wspomnieniami i receptami na naturalne przysmaki i kosmetyki 🙂 Serdecznie pozdrawiamy! Zespół naturalnie.pro

Dodaj komentarz