Dzikiej róży łyk

Ty szypszyno, ty... Możecie sobie wyobrazić bardziej szeleszczącą nazwę? Zastanawiam się w jakich okolicznościach nasz przodek Słowianin wyszeleścił to imię – czy do różowego kwiatu, czy do czerwono-pomarańczowych owoców dzikiej róży, jakie widzimy o tej porze roku. Róża dzika (Rosa canina) zwana psia różą jest gatunkiem występującym u nas pospolicie, zwłaszcza o tej porze roku trudno jej nie zauważyć – czerwone owoce o intensywnej, nasyconej barwie przyciągają wzrok, wabią ptactwo. O różach można mówić i pisać nieskończenie, nie tylko w kontekście pro-zdrowotnym. Jest cała symbolika związana z różą, są ogrody różane, róża jest poetycka itd. Niby dużo wiemy, a jednak nie wszyscy wszystko... Zacytuję jedno zdanie z książki, którą obecnie czytam, ale zdradzę jej tytuł na końcu: „Założenie, że skoro my coś wiemy, to wszyscy inni również to wiedzą, jest ryzykowne.” Owoce dzikiej róży fitoterapia poleca prawie wszystkim, najbardziej jednak: - OSOBOM Z PROBLEMAMI UKŁADU KRĄŻENIA; - KOBIETOM W CIĄŻY I MATKOM KARMIĄCYM; - SPORTOWCOM (owoce „na siłkę” jak owies, o którym już pisałam); - I WSZYSTKIM INNYM, KTÓRZY CHCĄ WZMOCNIĆ ODPORNOŚĆ  SWOJEGO ORGANIZMU. Odporność organizmu to podstawa! – powiedział stary zielarz Mirek Nurzyński, którego odwiedziłam we wrześniu i skorzystałam z jego  przepisu na macerat z owoców dzikiej róży. Oto Drink Starego Zielarza Nurzyńskiego: - garść owoców dzikiej róży wyszypułkować, tzn. przeciąć każdy owoc i wydrążyć ze środka pestki; - zalać wydrążone owoce ciepłą, przegotowaną wodą (szklanka) – bardzo ważne jest, by temperatura nie przekraczała 40 stopni Celsjusza, bo wówczas róża utraci znacznie zawartość witamy C; - zostawić na noc, a rano dosłodzić łyżeczką miodu  – wypić płyn, zjeść namoczone owoce. Można je zmieszać z muesli. Możemy owoce bardziej rozdrobnić, nawet zmiksować, jeżeli ktoś woli spożyć w takiej formie. Dlaczego mamy się tak trudzić? Zbierać, drążyć, zalewać wodą, itd... Wybór należy do tych, którzy pójdą na tzw. wyzwania i trochę się natrudzą, choć trudzenie się wyszło z mody, bo „teraz wszystko ma być łatwe i intuicyjne” – znowu z tej samej książki. Róża ma tyle do powiedzenia, tyle do zaoferowania! Wspomniany kwas askorbinowy (wit. C) minerały: sód, potas (dlatego pomaga „krążeniowcom” i pomaga obniżyć ciśnienie, łagodzi  paradontozę; bardzo korzystna jest dla reumatyków, zawiera magnez i żelazo. Przeparaty z róży wzmacniają, odżywiają, odtruwają, pomagają znieść wzmożony wysiłek fizyczny i psychiczny (dobry suplement dla nauczycieli, którzy już są po pierwszych stresach nowego roku szkolnego). Jeżeli nie rośnie u ciebie w ogrodzie krzak dzikiej róży albo nie masz możliwości nazbierać sobie owoców ze stanu naturalnego, polecam świetne przetwory rodzimej firmy  „Polska Róża”.   Mogę już zdradzić tytuł czytanej obecnie książki – akurat skojarzył mi się z różą, brzmi: „Pełna moc możliwości”, Jacka Walkiewicza. Książka nie jest zielarska, jest z obszaru tzw. rozwoju osobistego. Właśnie skojarzyła mi się z różą, z jej ogromną, pełną mocą możliwości. Instyktownie przeczuwał tę moc nasz przodek, Słowianin, nazywając ja czule szypszyną. Skorzystajmy z jej mocy, nawet stary zielarz to radzi. *** Panu Jackowi Walkiewiczowi dziękuję za książkę „Pełna moc możliwości”, bo jej lektura podczas lotu do Doncaster  pozwoliła mi zapomnieć o moim strachu przed lataniem. Nawet po zapowiedzi pilota o bardzo kiepskiej widoczności i silnej mgle na lotnisku nie przerwałam mojej lektury. Polecam dzikie róże, polecam Walkiewicza. Pełna moc możliwości w pierwszym i drugim przypadku! Zielara

Dodaj komentarz