Pelagio wróć!

Pojawiła się przy karmniku zeszłej zimy, kiedy nadeszły ostrzejsze mrozy. Głód widać pomógł jej przemóc lęk przed niebezpieczeństwami zagrażającymi na ogrodzonym terenie. Pewnego dnia przyprowadziła koleżankę...

Zazwyczaj Pelagia skromnie czekała, przycupnięta w kącie ogrodu pod krzakiem rododendronu, na swoją kolej. Nie lubiła tłoku, więc dopiero podchodziła do centralnej stołówki w momencie, gdy ptasie towarzystwo nieco się przerzedziło. Wędrowała przez ogród majestatycznie, powoli. Jej cienkie nóżki zapadały w śnieg, więc wyglądało to jakby płynęła, niczym okręt, po śnieżnej pokrywie... Kiedy sobie podjadła, odpływała spod karmnika pod krzewy berberysu, czasem znikała gdzieś za płotem, a czasem spędzała pod berberysem resztę dnia, a może i długiej, mroźnej nocy. W ciągu lata często spotykaliśmy stadka bażantów na okolicznych łąkach i polach. Mam nadzieję, że było wśród nich również potomstwo Pelagii. Teraz zaczynam znów jej wypatrywać pod karmnikiem, ale póki co, śniegu brak, więc trudno byłoby ją odróżnić od podłoża. Na wszelki wypadek jednak mieszankę ziaren z przewagą kukurydzy już zakupiłam i w każdej chwili Pelagia lub jej krewni mogą liczyć na poczęstunek 🙂 Zoja Żak
  Czytaj też o szczygłach

Dodaj komentarz